Home
FAQ
Szukaj
Użytkownicy
Grupy
Galerie
Rejestracja
Zaloguj
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
Autor |
Wiadomość |
Gniadoszka Pensjonariusz
|
Wysłany:
Pią 13:41, 14 Sty 2011 |
|
|
Dołączył: 02 Paź 2010
Posty: 197 Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 3 razy Ostrzeżeń: 0/5
|
Weszłam dzisiaj do stajni uśmiechnięta, radosna i jaśniejąca tak jakbym chorowała na chorobę popromienną. Albo jakbym połknęła jarzeniówkę. Od razu pomknęłam do Demonica ze szczotami i sprzętem, który wrzuciłam sobie na ściankę sąsiedniego boksu.
- Jedziemy w teeereeen! – zawołałam radośnie. Demek aż się przestraszył, ba! Spłoszył się i zrobił kółko w biegalni.
-Oj choć tu bojaźliwy ty – powiedziałam i wymiziałam konia. Wyprowadziłam go przed biegalnię, ładnie wyczyściłam i osiodłałam. Nie, nie po wyścigowemu. Młody miał na sobie tradycyjny sprzęt. Nie był tym jakoś specjalnie zachwycony, no ale… Wsiadłam, podciągnęłam popręg, wyregulowałam strzemionka. I jedziemy. Wyjechałam z terenu stajni stępem. Potem popędziłam konia do raźnego, żywego kłusa i wjechaliśmy w las. Tam Demek nabrał ochoty do galopu, ale ja stanęłam w strzemionach mocno skróciłam mu wodze. Demek rozdziawił paszczę i parł na przód z ganaszami przyciśniętymi do szyi. Na siłę próbował galopować. Po chwili nie wydłużając wodzy usiadłam mocno i pewnie w siodle. Młody jakby zwolnił.
- Spokojnie, to tylko teren nie wyścig – powiedziałam głaszcząc siwka po szyi. Popuściłam mu wodze. Nie wyrwał do przodu. Zatrzymałam go. Stał. Dałam sygnał do kłusa. Zakłusował, ładnie, żywo. Trochę wybijał, ale cóż… Popędziłam go nieco do galopu. Trochę wyrywał, ale tak to już jest. Nauczyło się konia biegać to teraz chce biegać. Podziwiałam zimowy krajobraz. Tak, wszędzie JESZCZE leżał śnieg, choć było go już coraz mniej. Miałam wrażenie że ktoś za nami idzie ale jakoś nie zwracałam na to zbytniej uwagi. Nagle zaczęło się dziać coś nieciekawego. Otóż Demek zaczął się ślizgać. Tiaa… Moja inteligencja dopiero teraz wykoncypowała że wjechaliśmy na zamarznięty staw. Na szczęście był całkiem skuty lodem, więc raczej nic nam nie groziło. Przynajmniej ze strony stawu… To działo się tak szybko.. Usłyszałam tylko „no rzucaj!” gdzieś w krzakach. Potem pod kopyta Dema podleciała petarda. Zwykła, mała z żółtym końcem… Nie miałam nawet czasu na reakcję. Ona wystrzeliła, a Dem dostał szału. Stanął ostrą świecę i miałam wrażenie że zaraz przewróci się do tyłu. Kątem oka widziałam tylko gromadę przerażonych smarków uciekających z lasu. Przeniosłam ciężar ciała jak najbardziej w przód, aby Dem bezpiecznie opadł na ziemię. Prawie się udało… Jednak lód pod kopytami Dema się odezwał. Siwy pośliznął się i wywrócił na lewy bok. Byłam przygnieciona 185 centymetrami siwego folbluta. No może nie ja, a moja lewa noga. Czułam potworny ból. Demu nie mógł się podnieść, bo cały czas ślizgał się na lodzie. Zaparłam się więc dłońmi o siodło i próbowałam wysunąć się spod młodego. Zdołałam wyciągnąć nogę spod siwego cielska, ale to co zobaczyłam nie było pocieszające. Hm… Zastanawiająca była sprawa wygięcia tej nogi… Przez te kilka chwil chyba działała adrenalina czy coś bo tylko syczałam, ale teraz… Teraz zaczęłam się drzeć z bólu… Widziałam jak przez mgłę… Usłyszałam rżenie, widziałam Czareckiego i Say która do mnie biegnie…
Obudziłam się chyba w samochodzie Sayca. Leżałam na tylnym siedzeniu. Z przodu siedziała kierująca Say i Dei.
- Jak to nie mogą przysłać karetki?! Jak to nie mają wolnej karetki?! Co to za popieprzony szpital?! – krzyczała zbulwersowana Dei. Spojrzałam na swoją nogę. Miałam założone, dość prowizoryczne usztywnienie z patyka.
- Co z Demonem? – spytałam. Dej spojrzała na mnie jakbym była kosmitką.
- Z Demonem wszystko w porządku, za to z tobą raczej marnie!
- Będą cię operować. I nigdy nie wybudzisz się z narkozy – mamrotała Say.
- Skończ już – warknęła Dei.
- Daleko jeszcze? – tym razem to byłam ja.
- Nie, już dojeżdżamy.
Na miejscu okazało się, że z nogą nie jest aż tak źle. Jednak gdy usłyszałam o trzech miesiącach z gipsem… To mi się raczej nie uśmiechało. No ale cóż.. Po okropnie bolesnym nastawieniu władowali mi nogę w gips =.= Sayu cały czas mamrotała coś pod nosem. Dei chodziła w kółko po korytarzu. Ja natomiast w ramach niedyspozycji mojej własnej dostałam dwie zapasowe nogi. Wykuśtykałam na zewnątrz i Sejesz wspaniałomyślnie odwiózł mnie do Ahory. Oczywiście Carota na mój widok dostała palpitacji serca. Zaczęło się… „Boże, co się stało?!” itp. Ponieważ ja odmawiać zeznań weszłam na górę i zamknęłam się w pokoju, Carotek musiał o wszystko wypytać dziewczyny. Potem one pojechały a ja zażądałam od Karota czegoś do picia.
Post został pochwalony 0 razy |
|
 |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
|
|