Forum www.deandrei.fora.pl Strona Główna
 Home    FAQ    Szukaj    Użytkownicy    Grupy    Galerie
 Rejestracja    Zaloguj
16.07.10r. Przyjazd do WSR Deandrei

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.deandrei.fora.pl Strona Główna -> Wiecznie Zielone Pastwiska / Zenyatta [*] / Treningi
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Deidre
Właściciel Stajni
PostWysłany: Pią 11:05, 16 Lip 2010 Powrót do góry


Dołączył: 21 Gru 2009

Posty: 676
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Dzisiejszego ranka sporo miało się dziać. Mam tu na myśli nie tyle ogólny szał treningów, spowodowany obniżeniem temperatury, co przyjazd dwójki koni. Approvn, arabek, wraz z Rustler mieli być raczej pod wieczór.
W tym momencie wyczekiwałam telefonu od człowieka, który miał zająć się przylotem mojej nowej klaczy, Zenyatty. Gotowa kręciłam się już po podwórzu, kręcąc niecierpliwie nowym uwiązem dla folblutki.
W końcu, jest telefon - Są już w Polsce, za jakieś 35 minut lądują.
-Maksiuuuu!-wydarłam się, sprawdzając w pośpiechu czy wszystko wzięłam i wskakując do samochodu. Chłopak wypadł ze stajni z zaskoczoną miną.-Dawaj dawaj, jedziemy. -pogoniłam go, zamykając drzwi.
Po chwili już byliśmy w drodze. Biedny blondyn przez całą drogę był zmuszony słuchać mojego paplania na temat Zenyatty. Muszę przyznać, dzielnie to znosił.
W końcu, o 11 dojechaliśmy na lotnisko. Na szczęście długo nie kazali nam czekać. Wielki samolot wylądował na płycie lotniska, zatrzymał się i wyłączył silniki. Po chwili otworzyła się rampa i podjechała ruchoma platforma. Z samolotu wyjechał transporter, osiadł na platformie, która następnie opuściła się na dół. Stamtąd odjechano dalej od samolotu i odstwiono transporter na ziemi. Kiedy tylko to nastąpiło, weszłam do środka i ujrzałam zestresowaną, acz przepiękną klacz.
-Ciii, spokojnie. Zenyatta .. -pogładziłam ją po szyi uspokajająco. Podpięłam nowy uwiąz do jej kantara i zastukałam w rampę, dając znać do otwarcia. Powoli otworzono transporter i gniada wytyłowała ostrożnie na litą powierzchnię lotniska. Otworzyłam oczy ze zdumienia.
Ale to było bydlę.
Była tak ogromna, że ja ze swoim 160 wzrostu wyglądałam przy niej jak karzełek dyndający na końcu uwiązu. Gniada uniosła łeb wysoko (naprawdę wysoko x.x), stawiając uszy na sztorc i rozszerzając chrapy.
Zamarła, patrząc się majestatycznie w jeden punkt. Była cudowna, nie mogłam oderwać od niej wzroku.
-No, moja droga, koniec tego stania -powiedziałam i ruszyłam w kółko, pragnąc rozruszać jej stawy przed kolejną podróżą. Miała gigantyczny wykrok, musiałam się nieźle nawyciągać, żeby dotrzymać jej kroku.
W końcu nadszedł moment ładowania do naszej bukmany. Za pierwszym razem, bez żadnego zawachania Zenyatta weszła za mną do środka i zaczęła skubać siano, strzygąc uszami.
-Taaak, dobry koń -pochwaliłam ją, przywiązując uwiąz do kółka w suficie. Z tyłu Maks zamknął belkę poprzeczną za jej zadem, po czym podniósł rampę i zamknął ją na zasuwę. Musiałam niestety opuścić tą piękność na czas podróży, tak więc wyszłam bocznymi drzwiami i wsiadłam do kabiny samochodu.
-I jak? -spytał się chłopak z uśmiechem, kiedy z wypiekami zamknęłam drzwi i z rozmarzoną miną wpatrzyłam się w drogę.
-Jest fantastyczna -wydusiłam z siebie i spojrzałam na niego.-Prawda?
-Jest .. wielka. -Zaśmiał się. -Ale pokrojowo też super z niej koń. Byleby nie wdała się w mamusię, bo jakoś nie uśmiecha mi się lot z tej wysokości.
Zaśmiałam się i pokiwałam głową. -Jedźmy już. Chce ją zobaczyć w domu.
Chłopak posłusznie odpalił silnik i odjechaliśmy w stronę Deandrei. Po pół godzinie byliśmy na terenie stadniny. Po kolejnych pięciu minutach Zenyatta stała już na dziedzińcu, rozszerzając chrapy. Wlepiłam się w nią, zachwycona *-*
-Powieś sobie jej obrazek przy łóżku. -Powiedział Maks, widząc mój zachwyt.
-Już tam jest -odpowiedziałam oczywistym tonem, ruszając z klaczą w stronę przeciwną do padoków.-Przynieś mi lonżę Lady z siodlarni.
Po chwili Zen stępowała już w koło mnie z przypiętą do kantara lonżą.
Zacmokałam, i klacz ruszyła płynnym kłusem, potrząsając łbem i parskając co i raz.
-Gaalop -wydałam komendę i machnęłam końcem uwiązu koło jej zadu.
-Uaau -wydało się z ust Maksa, obserwującego wszystko ze ściany Round Penu.
Zen przepięknie galopowała. Płasko, z dobrze kryjącą fulą.
Nie chciałam jej nakręcać, tak więc zwolniłam ją i przegoniłam jeszcze w drugą stronę. Potem w trójkę wyszliśmy w stronę padoków.
Na razie wypuściłam Zenyattę na wolne 0,75ha. Smoczyca powąchała trawę, skubnęła trochę, przyssała się do poidła, po czym podkłusowała do ogrodzenia, gdzie zbierała się już grupa innych koni.
Zaczęło się obwąchiwanie chrap, kwiki i ogólne zamieszanie. Potem wszystko się ustabilizowało, a konie zajęły się trawą. Uśmiechnęłam się, patrząc na to, po czym z westchnieniem wróciłam do rzeczywistości.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Deidre dnia Wto 16:51, 19 Paź 2010, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.deandrei.fora.pl Strona Główna -> Wiecznie Zielone Pastwiska / Zenyatta [*] / Treningi Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB :: phore theme by Kisioł. Bearshare