Home
FAQ
Szukaj
Użytkownicy
Grupy
Galerie
Rejestracja
Zaloguj
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
Autor |
Wiadomość |
Sayuri Właściciel Stajni
|
Wysłany:
Pon 12:24, 14 Lut 2011 |
|
|
Dołączył: 02 Lut 2010
Posty: 498 Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 1 raz Ostrzeżeń: 0/5
|
Poukładałam na miejscu sprzęt Whitka i wzięłam sprzęt Donta. Tym razem jednak nie był to sprzęt wyścigowy a skokówka. Doncisz miał ostatnio problemy na torach, nie byłam pewna z jakiego powodu, ale coś mi nie pasowało. Póki trwała przerwa w sezonie mogliśmy sobie trochę odpuścić. Położyłam sprzęt obok boksu blondyna i zauważyłam ze brakowało mi popręgu. Wróciłam się i przy okazji spojrzałam na Ruff która spała spokojnie z kocim ‘okładem’ w postaci Miśki na grzbiecie. Ruff coś ostatnio mocno się postarzała mimo że wcale nie miała zbyt wiele lat na karku. Martwiło mnie to trochę. Wzięłam popręg z siodlarni i poszłam do ogiera. Wyprowadziłam go z boksu a ten od razu zaczął rżeć do koni które jeszcze stały w boksach. Wyczyściłam kasztana i osiodłałam wraz z całą resztą dodatków. Ubrałam kask i wzięłam krótki bacik.
Wyprowadziłam pięcionożnego ogra ze stajni i dociągnęłam popręg. Wsiadłam na malucha i skierowałam go do wyjścia poza teren stajni. Dont jeszcze co chwila pyrkał cicho ale wkrótce się uspokoił. W porównaniu do Ruffki był naprawdę spokojnym koniem jak na folbluta. Szedł energicznie do przodu ale nie było szarpaniny o stępa. Kierowałam Donta na drogę w kierunku jeziora choć to nie było nasze docelowe miejsce. Po jakichś 15 minutach stępa poprosiłam ogiera o lekki kłus. Doncisz ganaszował się ogierczo i zaczął wyrzucać szkity niemal jak Totilas ale po chwili udało mi się go uspokoić i uzyskałam ładny, spokojny kłus. Pilnowałam by ogier szedł raczej po trawie niż gołej ziemi która miejscami była jeszcze zmarznięta na kamień. Gdy poczułam ze Dont się uspokoił popuściłam mu wodze. Kasztan chętnie wyciągnął głowę w dół. Czułam jak mocno pracował jego grzbiet. Pochwaliłam go gładząc lekko po szyi. Po chwili poprosiłam go o stępa, musieliśmy przejść przez małe miasteczko. Na szczęście o tak wczesnej porze dzieciaki były w szkole a do psów Dont był przyzwyczajony dzięki obecności Brzdąca. Przytrzymałam się dla pewności paska przy siodle ale ogier tylko rozglądał się ciekawie. Był bardzo pewny siebie, cieszyło mnie to bo bałam się ze jego pewność zostanie zachwiana przez te kolejne porażki. Chwaliłam go cicho aż wyjechaliśmy z miasteczka po drugiej stronie. Tu miałam opanowaną co najmniej dziesięciokilometrowa pętelkę do stajni po ładnej, równej drodze. Pokłusowałam jeszcze chwile po czym poprosiłam Donta o galop. Ogier wystrzelił jak z procy praktycznie od razu w cwał. Nie przytrzymywałam go. Chciałam by się wybiegał. Pilnowałam tylko trasy. Droga szła prosto z kilkoma tylko lekkimi łukami. Wsłuchałam się w oddech ogiera. Dont parł przed siebie Dopiero w połowie trasy zaczął zwalniać. Pozwoliłam mu na to, podtrzymałam jednak lekki kenter. Nie chciałam jeszcze kłusa. Mimo lekko popuszczonych wodzy Dont nie przyśpieszał. Ładnie opuścił łeb zaokrąglając się lekko. Poklepałam go leciutko po szyi w nagrodę. W końcu poprosiłam go o kłus a gdy nieco uspokoił oddech przeszliśmy do stępa. Byliśmy dość blisko stajni co było na plus, poprosiłam Deica by popilnowała chwile Donta a ja skoczyłam po derkę polarową. Okryłam nią ogiera i poszłam na spacer w ręku.
Na koniec zabrałam ogiera na basen. Dont trochę miał opory przed wejściem do wody ale w końcu wlazł. Po basenie przyszedł czas na solarium i porządny masaż. Ogier naprawdę się wyluzował. Stał z opuszczoną głową i wiszącą dolną wargą, uszy miał zwieszone na boki a jedną z zadnich nóg odciążył gdy go masowałam. Chyba nam obojgu był potrzebny taki dzień luzowania.
Post został pochwalony 0 razy |
|
 |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
|
|