Home
FAQ
Szukaj
Użytkownicy
Grupy
Galerie
Rejestracja
Zaloguj
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
Autor |
Wiadomość |
Gniadoszka Pensjonariusz
|
Wysłany:
Pią 18:16, 01 Lip 2011 |
|
|
Dołączył: 02 Paź 2010
Posty: 197 Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 3 razy Ostrzeżeń: 0/5
|
Dzisiaj weszłam do stajni pogwizdując pod nosem. Memoriał przesunął się o kilka dni i mięliśmy cały weekend na trenowanie. Od niedawna w biegalni z Demem mieszka niejaki Boo - urocze, wrednie plujące stworzenie. Paskudnie ocharał mi moją ulubioną bluzkę i nie zamierzam się z nim patyczkować pomimo tego uroczego pyszczka. Wkroczyłam w okolice biegalni i to co ujrzałam było wręcz nieprawdopodobne. To słodkie lamisko które zbezcześciło moją bluzkę biegało wokół, a Demek kłusował za nim podszczypując go w szyję. Nie sądziłam że się polubią, ale przynajmniej młody ma kolegę. Odwiesiłam uwiąz. No tak, teraz wisiał tam też różowy tego stwora. Otworzyłam bramkę i weszłam powoli na teren. Odpędziłam lamę i podeszłam do Demka. Jednak biało czarny natręt wylazł za siwym na korytarz. Szybko złapałam jego róshoffy uwiązik i zapięłam go obok siwego. Jeżeli już musi tu być (wpakowanie z powrotem na biegalnię groziłoby opróżnieniem jego ust z nadmiaru produktu ślinianek) to wolę mieć go pod kontrolą. Przyniosłam tym razem dwa komplety szczotek, bo ta zaśliniona bestia będzie mi bawić się szczotkami siwka. Zaczęłam czyścić młodzisza który wyglądał komicznie z krótką grzywą i takimi długimi pasmami przy kłębie. Zajęłam się jednak usuwaniem kurzu z jego szyi, kłody, zadu i nóg. Pysio też domagał się czyszczenia więc stałam pomiędzy folblutem a lamą w jednej ręce trzymając szczotkę różową a w drugiej niebieską i starając się czyścić dwa zwierzaki jednocześnie. W sumie lamę tylko "drapałam" szczotką, a dokładnie czyściłam Dema, jednak Boo i tak się to podobało. Zabiję Saya za to stworzenie. Pomimo tego że było taaaakie słodkie. W końcu usunęłam z grubsza kurz z Demowego cielska i sięgnęłam po miękką szczotkę cały czas miziając Pysia. Gdy zaczęłam końcową fazę czyszczenia ogiera, do stajni wparował Dej ze szczotami Zeny i stanęła w miejscu z rozdziawioną gębą widząc mnie, rozkraczoną, czyszczącą dwa zwierzątka. Po chwili wybuchnęła absolutnie niekontrolowanym śmiechem gubiąc szczotki po drodze do boksu Zenia.
- Dejcu... Zaraz cię nadzieję na rożen! Zamknij ta sie!
- Gniadu, nawet nie masz pojęcia jak komicznie to wygląda! xd
Warknęłam na Dejca i ta zrezygnowała z dalszych prowokacji psychologicznych. Ja starając się odwrócić uwagę lamy od nadmiaru śliny i jednocześnie doczyścić Dema. Wtem z myjki wyszła Say z wymytym blondasem.
- A wy co do…?
- SAYYY!
- Czego znowu x,x
- Chodź tu natychmiast i pomiziaj tego stwora bo muszę Demonowi nogi doprowadzić do porządku, a jedną ręką nie jestem w stanie tego zrobić x,x
- Kiedy on ciebie polubił.
- SAYU!!
- Już, już…
Say uwiązała blondyna z dala od kuszącego zadu Zeni i podeszła zając się lamidłem. Ja tymczasem poczęłam czyścić Demowi kopyta. Strzałki były trochę zasyfione, ale tak ogólnie to kopyta są w świetnym stanie. Potem jeszcze raz przejechałam miękką szczotką po siwej sierści, tak dla pewności. Jeszcze mi otarć brakuje. Potem wymyłam Demowi wargi i poszłam po sprzęt. Sayu zmierzyła mnie posępnym wzrokiem.
- Oj blondasa też ci osiodłam, tylko trzymaj to kosmiczne coś.
- Ależ Gniadu. To jest nasza mega zajebista imoł lama x,x
- Tak, tak – machnęłam ręką wchodząc do siodlarni. Wyścigowe sprzęty, choćby dwa, były tak cudownie leciutkie, że prawie ich nie czułam. Wkroczyłam do stajni, gdzie Deju już kończyła z Zeną. Szybko więc wzięłam się za Don’ta, który miał nieodpartą chęć popisania się przed Zenią i począł mi uciekać przed ogłowiem. Jednak udało mi się go zmusić do wędzidła. Z grzbietem poszło szybciutko. Pobiegłam szybko do Dema i zaczęłam tym razem od grzbietu. Podkładka, derka, siodło, popręg. A potem zawinęłam mu owije i szybko ogłowie. Dżokej przyszedł po chwili i widząc przygotowane konie trochę dostał szoku.
- Spokojnie, ja dzisiaj konia nie biorę, mam imoł lamę pod opieką == - mruknęłam naciągając Demowi nogi.
- No to całe szczęście.
- Ekhem.
- Nic nic.
Po chwili wrzuciłam go na Dema i oddelegowałam całą grupę. Sama zabrałam lamę i pobiegłam „skrótem” na torze byłam w sumie przed nimi, ale cała uwalana błotem i z liśćmi na twarzy. Lama natomiast, jak gdyby nigdy nic, przeżywała znaleźną gałązkę ==. Gdy nasze załogejszyn dotarło strzelili karpia na mój widok.
- Ani. Słowa. – wycedziłam przez zęby. Ten skrót nie do końca miał TAK wyglądać. Lama natomiast była w genialnym humorze – To tyczy się też ciebie ty mały wredny słodki kosmito – powiedziałam patrząc na mojego Pysia – Dzisiaj dużo rozgrzewki i tylko 600m biegu. Eeee, nie buczeć mi tu, kto tu jest trener?!
- Gniadu, z tym błotem na twarzy to nie wyglądasz zbyt poważnie, wiesz – no i się roześmiali, na co moją odpowiedzią było tylko „==”. Szczerze, to przydałby mi się jednak koń. Zostało mi bieganie za nimi co nie było dobrym pomysłem. Na szczęście na horyzoncie widniał Maksini, który najwyraźniej mi nielegalnie podebrał Shera i właśnie wracał z nim z treningu.
- MAKS! Podjedź no tu kochasiu – krzyknęłam za nim. Dejec zmierzył mnie wzrokiem Nr. 3 pt. „Nie nazywaj go tak bo ci przyjebie”. Ja odpowiedziałam jej spojrzeniem Nr. 5 „I tak zrobię co będę chciała”. Po chwili Maksiu zjawił się obok z lekko zdziwioną miną.
- O co…
- Ściągaj dupę z Shera blondasku, bo ja go zabieram – Maks tylko wzruszył ramionami i zeskoczył z siodła. Ja natomiast wtoczyłam się na grzbiet wielkopolaka nie wypuszczając uwiązu lamy z rąk. Gdy Maks już sobie poszedł ja kontynuowałam.
- Będziecie biec indywidualnie, jakoś tak sobie dobrać tory żeby każdy koń miał miejsce do ćwiczeń. Ja będę do was podjeżdżać i wydawać polecenia jasne? – gdy już się podzielili poleciłam wszystkim na początek trochę stępa. Imoł lama zaczynała mnie lubić co mnie przerażało. Podjechałam kłusem do Deja. Lama nieubłaganie biegała za Sherem. Nie zamierzałam jej wypuszczać więc wciąż trzymałam uwiąz.
- Dejeszu zacznij kręcić wolty i przyspiesz do kłusa. Nie wyrywaj na razie. Gdy już trochę pokręcicie, zacznij rozgrzewać ją w kenterze. Przelećcie tak z 300m, potem znów do kłusa.
- Okej.
Potem skierowałam się do Saya. Donto był niesamowicie narwany dzisiaj, taka pigułka Ruffy.
- Tego to mi na razie nie wypuszczaj - powiedziałam a Boo wpatrywał się we mnie tymi swoimi wiertłami - Popracujcie trochę w kłusie na razie, wolty, nie wolty, jakieś cuda, zeby trochę odpuścił i zaczął współpracować. Gdy już się uspokoi możesz zacząć lekko przyspieszać.
- Spok - powiedziała Say, a Dont machał wściekle łbem jakby to miało pomóc w uwolnieniu się od ogłowia. Odjechałam kawałek kierując się w stronę Demona. Boo najwyraźniej się znudził i zaczął z anielską cierpliwością przeżuwać wodze Shera. Chciałam go odpędzić, ale gdybym tylko tknęła to coś zostałabym dotkliwie poturbowana przez Saya. NAPRAWDĘ DOTKLIWIE. Machnęłam więc tylko wodzą licząc, że lama ją wypluje. Gdy to nie poskutkowało zacząłam machać jego uwiązem przekonując go, ze jest on duuuużo smaczniejszy. Pysio dał się przekonać i począł pożerać swój uwiąz. W końcu dojechałam do siwka.
- Przejdź już spokojnie do kłusa, parę wolt. Potem możesz przyspieszyć do kenteru, ale nie przesadzaj. Porób mu te zmiany tempa, wolty i inne takie - Dżokej tylko kiwnął głową. Ja znów wróciłam pod celownik usiłując zniesmaczyć lamę, gdyż ta troszeczkę za bardzo zainteresowała się moją kurtką. To okropne wszystkożrące stworzenie było tak wkur...zające, a zarqazem tak słodkie, że to niemal niemożliwe.
SOON
Post został pochwalony 0 razy
Ostatnio zmieniony przez Gniadoszka dnia Pon 21:28, 04 Lip 2011, w całości zmieniany 3 razy |
|
 |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
|
|