Forum www.deandrei.fora.pl Strona Główna
 Home    FAQ    Szukaj    Użytkownicy    Grupy    Galerie
 Rejestracja    Zaloguj
Sprawozdanie - 22.03 - 12.04.2011r.

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.deandrei.fora.pl Strona Główna -> Wiecznie Zielone Pastwiska / Demonic Speed Creation [*] / Treningi
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Gniadoszka
Pensjonariusz
PostWysłany: Wto 15:16, 12 Kwi 2011 Powrót do góry


Dołączył: 02 Paź 2010

Posty: 197
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Wtorek, 22.03.11.
Dzisiaj wlazłam do naszej smutnej i przygnębionej stajenki. Czuło się ten brak Ruffy. Demek też był w ciężkiej żałobie bo nijak nie dało się z nim współpracować x,x’.
- Chodź mały – powiedziałam do Dema spokojnie wyciągając w jego stronę rękę z uwiązem. Młody podszedł flegmatycznie. Nikt nie miał ochoty na trening ale zawody zbliżały się do nas wielkimi krokami. Mimo wszystko trzeba było się przygotować. Wzięłam się powoli za czyszczenie. Dzisiaj ja se na nim śmignę, a co. Najpierw zeskrobałam z Demka błoto, potem wyczyściłam miękką szczotką. Przejrzałam mu kopytka. Po kuracji smarem były już w o niebo lepszym stanie. Wyczyściłam dokładnie i poszłam po sprzęt. Wróciłam szybko. Demon stał spokojnie, nawet nie kłócił się przy wędzidle. Założyłam ogłowie treningowe po raz pierwszy bez cyrków.
- Wiem, mi też jej brakuje – powiedziałam bawiąc się grzywką siwego – Jutro trzeba będzie cię ściąć. Za długa ci ta grzywa urosła – dodałam po czym zajęłam się grzbietem. Na początek podkładka, potem derka i siodło. Ponaciągałam młodemu nogi i połaziłam z nim po dziedzińcu. Następnie rzuciłam się na grzbiet siwego z muru, włożyłam nogi w strzemiona i kłusikiem ruszyłam w stronę toru. Trzęsło mną niesamowicie, ale czas ruszyć porządnie treningi. Siwy w ogóle nie łapał ze mną kontaktu, był rozkojarzony i „rozbity”. Próbowałam pobawić się trochę wędzidłem, aby młody odpuścił trochę, ale nic z tego. Wzięłam go więc na bok i zaczęłam pracować nad elastycznością Dema. Zaczęliśmy od kilku wolt na rozgrzewkę. Potem trochę kłusa naokoło i wężyki. Potem galop i stosunkowo ciasna wolta. Potem wjechałam na tor gdzie nie dałam młodemu podreptać spokojnie do bramek. Pomęczyłam go jeszcze kłusem i woltami. Gdy w końcu dotarliśmy do bramek, życzliwy Deju nam pomagał i mierzył czas. Oczywiście rano musiałam zrobić wielki wykład dotyczący używania mojego ustrojstwa. Demek spokojnie wlazł do bramki, jak zwykle. Był pobudzony, to się czuło po jego tańcach w miejscu, ale jak zawsze był grzeczny. Naciągnęłam gogle i przygotowałam się do startu. Po chwili bramki otworzyły się z tym okropnym dźwiękiem a my wystartowaliśmy nasze 1200. Próbowałam na razie utrzymać u siwego dosyć wolne, ale stałe tempo. Zakręt zbliżał się powoli, Demu jednak za wszelką cenę chciał pójść do przodu. Trzymałam go jednak przyprawiając moje biedne palce o rozrywający ból. Przed zakrętem zmieniliśmy nogę, bo Demu szedł na tą złą i spokojnie wjechaliśmy. Wyginałam go jak mogłam i dało to efekt. Znosiło go już dużo mniej co dobrze nam wróżyło. Przeciwległa spokojnie, trochę przyspieszyliśmy, ale nadal oszczędność energii. Ostatnio fatalnie mu idzie, nie mam pojęcia co się z nim dzieje. Drugie miejsce to chyba jego rekord w sezonie. I to drugie miejsce w grade III. Czyli jedna wielka beznadzieja. Jeżeli chcemy w tym roku chociaż próbnie załapać się na jakiekolwiek Gr.I to czeka nas jeszcze duuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuużo pracy x,x. Przeciwległa powoli się kończyła więc przygotowałam moje biedne nogi i palce do zakrętu. To jest w sumie niesprawiedliwe. Ja się namęczę, doprowadzę do strasznego stanu moje biedne łapki i nóżki, a przyjedzie sobie dżokej i będzie miał już gotowego konia? Nie, nie, nie… Tak słodko to nie będzie. Z zamyślenia wyrwał mnie zakręt, w który Demu wchodził zdecydowanie z szybko. Ściągnęłam gwałtownie wodze co spowodowało u młodego ganasz i rozdziawienie paszczy. No i bonusowo (na szczęście) wytracenie prędkości. Znowu ko wygięłam. Wszedł niemal przy samej barierce, yeah! Chwila. Przecież to zakręt w lewo x,x. Czyli jednak nie yeah. Ostatnia prosta, posyłałam siwego czym tylko się dało. Skulił uszy i wyciągnął się maksymalnie. Ja skuliłam się nad siodłem chowając twarz w grzywę ogiera, zmniejszając opór powietrzu. Grzywa wpadająca mi do ust „troszeczkę” przeszkadzała, ale młody naprawdę świetnie przygrzał. Trzasnęła fotokomórka oślepiając mnie już całkowicie a Dej (mam nadzieję) zatrzymała stoper. Wytracanie prędkości zajęło mi niemal całe okrążenie, gdyż Demu nie do końca kumał, że jak minęliśmy celownik to już koniec i nie trzeba biec. Gdy wreszcie przeszłam do kłusa i usiadłam w siodle znalazłam się niedaleko Deja.
- Zatrzymałam gdy tylko zobaczyłam błysk fotokomórki – powiedziała podając mi stoper.
- Łał! 75”07.No pięknie! To daje nam około… 16m/s? Tak? Dobrze liczę?
- A co ty mnie się pytasz?! Wyrwałaś mnie z barłogu o 4 rano więc nie licz na wiele kochana.
- Dobra, zakładając że jestem absolutnym geniuszem… Zresztą i tak nim jestem – Deisz wybucha śmiechem x,x. – EKHEM! Czy ktoś ma jakieś obiekcje co do mojego geniuszu?!
- Nie, nie, skąd – Deisz przybrał poważną minę.
- Ja myślę. Dobrze liczę, cicho. I tak jestem genialna, więc… Bo gdybym nie była nie przygarnęłabym tej ślicznej, zajebiście szybkiej śnieżynki i stałaby teraz i marnowała się w SC, no nie?
- Albo „śnieżynka” trafiłaby na kogoś bardziej zrównoważonego psychicznie i prowadziła w Power Rankingu.
- Nie wkurzaj mnie bo dosypię ci coś do herbaty x,x
- Przecież ja nic nie mówię. A ty idź i rozstępuj go trochu bo spocony jak nie wiem.
- Wreszcież powiedziała coś pożytecznego – mruknęłam staroświecko i zawróciłam siwego. Popędziłam do lekkiego kłusa. Młodzisz zmęczony tym gonieniem toczył się raczej niż kłusował, więc tym razem przekłusowana została jedynie niecała ¼ okrążenia, reszta spokojnym stępem na ochłonięcie. Po powrocie do stajni rozmokłam nogi siwego dużą dawką wody ze węża. Potem młodzisz połaził w kółko i został bestialsko wpakowany do karuzeli. Która nawiasem mówiąc była bestialska i Demu jej nie lubił. A i jeszcze zapomniałam dodać że dla Dema była bestialska. Kolejne 15 minut stępa było dla niego absolutną udręką. Potem poszłam z nim na basen. Prowadzałam go w wodzie, a młodemu najwyraźniej się to podobało. Lubił wodę. Lubił baseny. Lubił się taplać właściwie w czymkolwiek co skutkowało godzinnym czyszczeniem. Bo baseniku postał troszeczkę w solarce a ja tymczasem poszłam odłożyć sprzęt. Gdy wróciłam pooglądałam sobie jeszcze młodego w kierunku otarć i kontuzji po czym wypuściłam go na biegalnię.
Czwartek 24.03.2011r.
Po czyszczeniu poszłam z siwym na tor. Dzisiaj miałam nadzieję pobiec 1800m. Młodzisz jak zwykle wyczyniał różne cudeńka pod siodłem. Dziwne, ale albo mi się zdaje, albo tylko pode mną jest taki nieznośny. Nagle jakieś Brządcopodobne wybiegło z krzaków. Demu stanął dęba co skutkowało bolesnym upadkiem z prawie dwóch metrów. Zdążyłam tylko wrzasnąć po czym wyjątkowo szybko całowałam matkę ziemię. Gdy otrzęsłam się nieco i rozmasowałam mój biedny tyłek, poszłam szukać mojej śnieżynki. Znalazłam go jak zwykle tam gdzie było żarcie. Jakoś udało mi się wrócić na grzbiet i w końcu ruszyliśmy w stronę toru. Na miejscu rozgrzewka, trochę stępa, trochę kłusa, duuużo wolt. Potem wlazłam z siwym do bramki. Dejusz stał już ze stoperem. Ten okropny dźwięk i w końcu bramki otworzyły się z trzaskiem. Młodzisz wyleciał z niej nawet nieźle. Zaczynał przyzwyczajać się do umiarkowanego tempa na początku, już tak strasznie nie rwał. Zakręt poszedł nawet ładnie. Przeciwległa spokojnie i w miarę na luzie. Kolejny zakręt poszedł dość źle. Wybiło go praktycznie na drugi koniec toru… Ech, na razie trzeba się starać żeby w miarę możliwości nie startował z pierwszego miejsca. Pomimo moich wszelakich wysiłków, młodzisz nie przejawiał na razie żadnych chęci na poprawę, cholera. Ostatnia jak zwykle dynamicznie xd. Młodzisz na lekki sygnał zareagował niezłym wyrywem, co mnie mało nie doprowadziło do ponownego bliskiego spotkania z matką ziemią. Tym razem dużo boleśniejszego. Odpuściłam mu całkowicie co dało pięknie wyciągniętą szyjkę. Tak, ten debil nawet z cieniem się ściga… Poganiałam cały czas i wpadliśmy na celownik. Dejusz miała zaciesz więc bałam się, że czas tragiczny x,x. Jednak gdy, już po wstępnym uspokojeniu młodzisza, podjechałam do Deja wieści były fajne.
- Gniadu, 2’14”06. Nieźle wam idzie Very Happy
- No wieeeem. Cholera, dupsko mnie boli, nogi mnie bolą, palce mnie bolą i mam przewiane uszy, dzwonię do tego palanta bo się wykończę.
- Gniad?
- Hm?
- Prędzej czy później i tak musiałabyś zadzwonić.
- Wiem x,x. Cicho bo mnie dołujesz x,x.
- No ale dzięki tobie wygrałam zakład Very Happy
- Fajnie. Chociaż tyle dobrze Very Happy Aha i ten… Yhm… Dej?
- Szto?
- Za dwa tygodnie możesz się tu spodziewać mojego kuzyniszcza z rodziną x,x Sylwia bardzo chce integracji swojego 5 letniego potwora z końmi x,x
- To chyba dobrze, nie?
- Nie, to źle! Jeszcze w moją cudowną utopię będzie się wpierdzielać, co to, to nie.
- Gniadoszku, daj spokój. Mnie to osobiście nie przeszkadza.
- Poczekaj aż zobaczysz to diabelskie nasienie x,x
- Aj tam, aj tam idź i schłodź konia bo ci tu zaraz padnie.
- Masz rację – zawróciłam Demoncia i kłusikiem odbiłam prosto do stajni. Tam umęczyłam młodego karuzelą a potem wodą z węża. Na koniec standardowy przegląd i na biegalnię.
So. 26.03.2011r.
Dzisiaj znowu wracam do tłuczenia dupska na Cinnie. Po wyczyszczeniu i spacerze z Demonciem władowałam się na arabkę, a Jerrego wrzuciłam na Dema. To jest po prostu niemożliwe, jak ten siwek jest pod nim spokojny.
- Jak ty to robisz do cholery?! – naprawdę nie mogłam się nadziwić.
- Ale co?
- No… to! Spójrz na tego konia x,x Coś ty mu zrobił?
- Ja?! Nic!
- Akurat x,x Mnie by prawie zabił dwa razy.
- Wiesz, bo to trzeba…
- A daruj sobie filozofię x,x. Żeś go tym tuczeniem przekupił.
- A tłumacz to sobie jak chcesz. Moim zdaniem on mnie po prostu lubi.
- Ta, akurat x,x. Dobra, mniejsza, dawno żeś na nim tyłka nie tłukł, więc tak w skrócie – podszlifowaliśmy troszku zakręty, ale dalej go trzeba ciągnąć do wewnętrznej i wyginać. Już nie tak bardzo, ale zawsze.. No więc na zakrętach pilnuj go szczególnie żeby wszedł jak najbliżej bandy. Bo jak nam przyjdzie w końcu z jedynki, po wewnętrznej startować, to się zabijecie.
- Jasne.
- No i trzymaj go przez cały dystans, wypuść jak zwykle przy ostatniej. Stoper mi coś nie bardzo działa, dzisiaj musiałam Dejowy pożyczyć, więc nie wiem czy dobrze włączę. Dzisiaj biegniemy… 2100.
- 2100?!
- A co? Trzeba go w końcu na długie wymęczyć. W poniedziałek go w teren długi biorę, także widzicie się dopiero w środę. To dałam wam dużo biegania obyście się mogli sobą nacieszyć nie?
- Bardzo śmieszne.
- Dobra, jedź przodem i go rozgrzej, ja obczaję stoper.
- Ok.
- Tylko kłusem tam na początek a nie! – krzyknęłam za nimi. Cinna była aż nazbyt spokojna przy moich wrzaskach. Bawiłam się stoperem, włączałam to prawy przycisk, to lewy. W końcu wyczaiłam odpowiednią funkcję. Ustawiłam się z Lady przy celowniku i spojrzałam w kierunku bramek. Nuuu, daleko. Demek jednak kłusował sobie w odległości ok. 200m ode mnie machając ogonkiem. Kiwał łebkiem, ładnie podstawiony x,x. Wolty też kręcił ładnie. Po chwili chłopaki do mnie podjechali.
- No dobra, dzisiaj bez Zeny, ostatnio sami trenujemy, kłusikiem do bramek ja ustawiam stoper – powiedziałam mało entuzjastycznie. Potem zaczęłam kombinować ze stoperem. Okej, mam to. Podniosłam rękę, żeby wiadomo było, że mam stoper. Po chwili dzwonek, klik stopera i bramki się otworzyły. Demonic jak zwykle wybiegł z opóźnieniem. Może to i dobrze, łatwiej jest go opanować. Ładnie szedł na początku, spokojnie, bez głupich wyrywów. Podejrzewam jednak, ze gdyby nie wodza, jednak byłby dziki wyryw. Zakręt nawet fajnie, wiadomo, jak wzięłam pod swoje skrzydła to się od razu poprawił. Dobra, wiem że przesadzam, ale muszę się dowartościowywać. Przeciwległa już nieco szybciej jak mówił stoper. Jednak dalej Demon nie rwał wściekle do przodu. Drugi zakręt średnio, sporo przed nim zwolnił. No i ostatnia, pełny gaz i wyleciał do przodu jak wariat. Ogon postawił i rura. Ładnie przygrzał nie powiem. Przeleciał migiem przez celownik a ja zatrzymałam stoper (Muwah, obczaiłam gdzie wcisnąć, geniusz jestem nie? ;>). 2’65”15. Nieźle. Po długim wytracaniu prędkości, spowodowanym głównie skrajnym wyczerpaniem siwego. Młodzisz był potwornie spocony i zapieniony, ale mimo to żywo kłusował, łypiąc łebkiem na boki z postawionymi uszami. Pomijając fakt, że dyszał okropnie, chyba był zadowolony.
- Jak?
- Nieźle, 2’65”15.
- No i dobra, pokłusować z nim jeszcze?
- Hm.. Tak się zastanawiam…
- Co?
- Czy nie byłoby dobrym pomysłem, żebyś ty na nim w teren pojechał…
- A z jakiej to okazji?
- A klaczyna mi z USA wróciła po 3 latach i przydałoby się ją ruszyć trochę, to by sobie z nami w teren pojechała. A ona też kawał baby – 175cm w kłębie, przynajmniej nie czułabym się taka mała jak na Cinnie – mruknęłam – Nie rechotaj mi tam, bo i tak jestem wyższa. No mniejsza, Arhę przywiozę sobie w poniedziałek, ty się trochę we wszechstronnym siodle potłuczesz. Przyjedź tak ok. 12, ja przygotuję oba konie, bo Demka to jak zwykle, a z Arhutem sobie nie poradzisz.
- Dlaczego tak sądzisz?
- Bo ta kara wielkopolska wariatka cię zabije.
- Jak chcesz. Dla mnie to i lepiej.
- No dobra, dobra, nie ciesz mi się tu, stosowną karę ci wymyślę. A narazie pół okrążenia kłusem, pół stępem. Widzimy się przy basenie, się wymoczy młodziszcza - powiedziałam po czym odjechałam galopem i zostawiłam Cinnkę przy stajni. Potem, gdy odzyskałam siwego rozsiodłałam go, połaziłam z 20min w basenie, zostawiłam na solarce, odniosłam sprzęt i władowałam na biegalnię.
CDN


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Gniadoszka dnia Wto 20:21, 12 Kwi 2011, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.deandrei.fora.pl Strona Główna -> Wiecznie Zielone Pastwiska / Demonic Speed Creation [*] / Treningi Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB :: phore theme by Kisioł. Bearshare