Home
FAQ
Szukaj
Użytkownicy
Grupy
Galerie
Rejestracja
Zaloguj
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat |
Autor |
Wiadomość |
Deidre Właściciel Stajni
|
Wysłany:
Pią 10:18, 12 Lut 2010 |
|
|
Dołączył: 21 Gru 2009
Posty: 676 Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/5
|
Obudziłam się dzisiaj jak zwykle trochę przed siódmą i nie mogłam się zwlec z łóżka. Kiedy w końcu to zrobiłam i zgodnie z moim nawykiem spojrzałam przez okno, nie mogłam uwierzyć moim oczom. Wszędzie było bieluśko, przez bitą dobę sypał śnieg i najwyraźniej nie miał zamiaru przestać.
Westchnęłam głośno uświadamiając sobie ile mnie czeka odśnieżania, po czym ziewnęłam, wciągnęłam robocze, zużyte bryczesy, długi luźny t-shirt i gruby polar, chwyciłam kurtkę w rękę i leniwie zwlekłam się po schodach na dół. Tam ubrałam się do końca, założyłam buty i otworzyłam drzwi, wychodząc na korytarz.
Powitało mnie siedem postępujących po sobie, niecierpliwych gardłowych rżeń.
-Czy wy myślicie tylko o jedzeniu? a 'dzień dobry'? -westchnęłam w stronę koni. Spojrzałam na zegarek. Była 7.20, tak więc jeszcze chwila. Weszłam na korytarz i zajrzałam do boksu każdego konia, sprawdzając czy wszystko w porządku. Ach tak, nic tak nie pobudza z samego rana jak śmigające przed twarzą zęby Ruffki ^^' Pogładziłam pozostałe łby, które raczyły wyjrzeć na korytarz i udałam się do paszarni. Tam wzięłam się za przygotowywanie śniadania. Zerkałam co i raz na rozpiskę wiszącą na ścianie. W końcu weź i tu spamiętaj 7 diet. W czasie kiedy gniótł się owies, wrzucałam do wiaderek odpowiednie suplementy i dodatki. Ziewnęłam ponownie, wyłączyłam maszynę i nalałam do wiaderka w którym spoczywał owies trochę wody. Wymieszałam to wszystko, porozdzielałam do poszczególnych wiaderek i złapałam ile dało radę w obie ręce. Porozstawiałam wiaderka sprawnie przy boksach po czym zajęłam się wsypywaniem porcji do wysuwanych żłobów. Dziękowałam bogu za ten pomysł przy projektowaniu stajni, kiedy przyszło mi wsypać porcję Ruffian i Saurowi. Z radosnym wręcz uśmiechem na twarzy odsunęłam zasuwkę, wysunęłam żłób, nasypałam porcje po czym zamknęłam go bez żadnej kolizji z żadnej strony.
-Buahah. -zaśmiałam się pod nosem. Zatrzymałam się w progu.-Smacznego.-rzuciłam i poszłam na górę, z zamiarem spożycia śniadania z mojej strony.
Wróciłam do stajni po czterdziestu minutach i zabrałam za wyprowadzanie koni. Najpierw zabrałam się za lewą stronę stajni.
-Chodź moja klucho - otworzyłam boks i wyprowadziłam Cinnkę. Potem wróciłam i zabrałam Livciaka i Boilinga, modląc się żeby mnie nie rozerwali xD Wpuściłam ich razem na pastwisko. Ogiery trochę podokazywały, pokuliły się na siebie ale w końcu jakoś się dogadały. Livero przez ogrodzenie obwąchiwał sobie chrapy z Cynamonką, stawiając uszy na sztorc. Fang w tym czasie kłusował sobie zgrabnie wzdłuż ogrodzenia. Przyglądałam się im chwilę z uśmiechem po czym udałam się po zniecierpliwioną resztę.
-Ty zostajesz. -powiedziałam do Wi, która wciskała się piersią w drzwi swojego boksu i prychała co chwilę. Wzięłam głęboki oddech i z uwiązem w ręku podeszłam do biegalni. Jakimś cudem szybko doskoczyłam do łba Ruff przed jej zębami i chwyciłam za kantar. Dopięłam uwiąz, otworzyłam boks, klacz wystrzeliła z niego i znalazła się na korytarzu. Saur chciał wystrzelić za nią, zagrodzilam mu jednak nogą drogę i zamknęłam boks.
-Ruffian! -powiedziałam głośno i naprężyłam uwiąz. Klacz z przyklejonymi do potylicy uszami caplowała, tańcząc na uwiązie. Ledwo ją utrzymując wyprowadziłam na zewnątrz i na padok do Cinn.
-Nie daj sie zabić xp -rzuciłam do siwej i odpięłam bezpieczny karabińczyk karej. Wystrzeliła do przodu, strzelając baranki. Wróciłam do stajni po małego. Ledwo wyprowadziłam kurdupla z boksu, a ten wypruł tak, że piętami musiałam się wbijać w podłoże. W końcu dociągnął mnie tam gdzie trzeba, wypuściłam go i poczłapałam na halę. Ustawiłam sobie parkur jako taki, po czym wróciłam zmęczona już trochę do stajni.
-Wikusiek mój kochany <3 -przytuliłam się do łba srokatej mocno, uśmiechając. -Przydałoby się trochę potrenować do Halowych, prawda?
Podrapałam ją między oczami i wyprowadziłam na korytarz. Wi trącała mnie zaczepnie chrapami w plecy, dmuchając gorącym powietrzem. Przypięłam ją na dwa uwiązy i wyczyściłam szybko. Potem przyniosłam cały sprzęt do skoków z siodlarni, ubrałam srokatą i wyszłyśmy na halę.
Wsiadłam na srokatą, podciągnęłam popręg i zaczynamy trening. Najpierw rozluźniamy, swobodne stępy po ścianie i powoli wchodzimy na kontakt. Wiekiera ładnie zaczęła się podstawiać i pracować zadem. Wykręciłyśmy kilka wolt w obie strony, wkoło przeszkód. Kiedy już się rozstępowałyśmy (ok 10 minut) dodałam łydki do kłusa. W kłusie również rozgrzewka, rozluźnianie, wyginanie itd. Wi na początku trochę zaczęła wieszać się na wędzidle, wykonałyśmy jednak żucie z ręki i klacz zaczęła fajnie podążać za wędzidłem i sama szukać delikatnego kontaktu.
Wi nisko trzymała łeb, zaokrąglała szyję, podstawiała nogi głęboko pod kłodę. Naprawdę fajnie dzisiaj chodziła. Wykonałam półparadę i przejście do galopu. Po pełnej rozgrzewce przyjrzałam się parkurowi. wyglądał on następująco:
1. Stacjonata 70 cm
2. Okser 90 cm
3. Doublebarre 90-100 cm
4a. Stacjonata 90
4b. Stacjonata 100
5. Okser 80 cm
6. Pijany okser 80 cm
7. Mur 70 cm
8. Rów z wodą
9. Doublebarre 70-80 cm
10. Stacjonata 100 cm
Nie było jakoś technicznie skomplikowanie, jednak dość trudno pod względem rozstawienia - dużo zakrętów i całkiem blisko siebie. Upewniłam się że popręg jest podciągnięty, po czym usiadłam mocno w siodło, dałam pomoce do zagalopowania i ruszamy na przeszkody. Wi szła energicznie i z werwą atakowała przeszkody. Przed każdą unosiła łeb wyżej, stawiając uszy na sztorc. Rwała wtedy do przodu, musiałam ją niekiedy lekko przytrzymywać. Ze stacjonatami i okserami nie było większych problemów. Musiałyśmy trochę postarać się na doublebarrach. Przy Pijanym zrzutka. Mur bez zarzutu, odważnie baskilowała. Rów ledwo ledwo, za wcześnie się wybiłyśmy. Dalej czysto. Pochwaliłam klacz i przeszłyśmy do kłusa. Miała w sobie jeszcze dużo energii, ciągnęła do przodu. Usiadłam sobie w ćwiczebny i rozluźniłam mięśnie, przyglądając parkurowi. Akurat dziwnym trafem na halę zajrzała Arrya xD Tak wiec poprosiłam ją o poprawienie zrzutki i podwyższenie stacjonat o 5-10 cm. Aryśka pomogła mi chętnie po czym przyglądała się naszemu przejazdowi. Uśmiechnęłam się do niej czarująco po czym półparada i jedziemy galopem z lewej. Przed stacjonatą mocna łydka i oddanie wodzy, półsiad. Wiekiera wybiła się potężnie i lekko przeleciała nad przeszkodą. Przy okserze ładnie poskładana, było czuć mocny impuls z zadu. Doublebarre bez większych problemów. Szereg stacjonat - było lekkie zawachanie, ale dzięki szybkiej reakcji udało nam się jakoś wyratować. Okser w porządku. Przy pijanym był spory zapas xd
Przy murze Wiekiera źle odmierzyła foulee i za daleko się wybiła, zawadziłyśmy kopytem o cegiełki, które cudem nie spadły. Dodałam mocno łydki i oddałam wodze klaczy. Płaski, obszerny skok przez rów, tym razem spokojnie nam się udało. Kolejny dubelek, zachaczony, nie zrzucony. I stacjonata na koniec niczym zawodowiec xd Po przejeździe nawet sobie baranka strzeliła, co było niepodobne do mojej srokatki. Zaśmiałam się cicho i pochwaliłam ją.
-Dooobra Wiekiera! - oddałam jej wodze i skierowałam na ścianę, siadając w siodło i powoli zwalniając. Arr pogratulowała nam przejazdu xD
Rozstępowałam klaczkę ok 10 minut, popuściłam jej popręg. Na kompletnie luźnej wodzy wyjechałyśmy z hali w stronę stajni. Zsiadłam i wprowadziłam srokatą do środka. W stajni rozsiodłałam Wikę, wytuliłam, wstawiłam do boksu żeby do końca wyschła, po czym uradowaną puściłam ją do reszty na padoki.
Post został pochwalony 0 razy
Ostatnio zmieniony przez Deidre dnia Sob 21:20, 20 Lut 2010, w całości zmieniany 5 razy |
|
 |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
|
|